1 września o późnych godzinach popołudniowych trwała walka pod małą wioską Nalepa w gm. Czastary. Kompanie Obrony Narodowej (ON) zajmujące pozycje obronne na południowym skraju wsi Parcice opuszczały swoje stanowiska udając się do Sokolnik. Przez całą noc i rano 2 września do swych batalionów w Sokolnikach ściągali żołnierze, którzy brali udział w bitwie pod Nalepą. Rannych odwieziono do szpitala w Sieradzu. Pod wieczór 1 września sztab oddziału wydzielonego opuścił pałac dworski w Walichnowach udając się do leśniczówki w Lututowie1.

 

Dwie drużyny ręcznych karabinów maszynowych z dowódcą plutonu ppor. Stefanem Krancem, dołączyły o świcie 2 września do swej macierzystej kompanii w Sokolnikach. Kompania obwodowa kolarzy usytuowała się po obu stronach drogi Wieruszów- Sokolniki. Natomiast 92 kompania czołgów od rana opóźniała marsz zmotoryzowanych patroli pułku SS Leibstandarte Adolf Hitler i patroli rozpoznawczych 10 Dywizji Piechoty w kierunku na Sokolniki2, które wchodziły w skład 10 armii dowodzonej przez gen. artylerii Waltera von Reichnau.

Takie działania zapewniły odwrót obu wieluńskim batalionom unikając bezpośrednich styczności z nacierającym od zachodu wrogiem. Odwrót rozpoczął się ok. godziny 9.00 2 września. Bataliony usytuowały się w lesie na północ od Pichlic, II batalion zajął pozycje obronne na południowym skraju lasu frontem na wieś Siedliska.

W godzinach przedpołudniowych zmotoryzowane niemieckie patrole dotarły do Kopanin, a w południe dotarły do Tybli główne siły 10 niemieckiej Dywizji Piechoty. W tym czasie do Sokolnik wkraczały od południa drogą od Czastar pododdziały 17 niemieckiej Dywizji Piechoty, które ostrzelały wycofującą się z Tybli Kompanię Kolarzy, wynikiem czego 3 żołnierzy odniosło rany. Po wycofaniu się Kolarzy, saperzy płk. Grobickiego wysadzili drewniany most na Strudze Węglewskiej na drodze na zachodnim krańcu Sokolnik.

Druga część pododdziałów 17 Dywizji Piechoty, idące z Czastar przez Józefów, Kąty Walichnowskie, dotarły do Walichnów a wysłany patrol rozpoznawczy stanął na rozgałęzieniu dróg do Lututowa i Walichnów. Uciekająca ludność z kierunku Sokolnik do Lututowa musiała zawrócić. Podobnie musiała to uczynić Kompania Kolarzy i udała się w kierunku Pichlic drogą przez Prusak.

W dniu 2 września równocześnie z wejściem niemieckiej armii do Sokolnik podpalili wieś od strony zachodniej i wschodniej. Spalili ok. 40% zabudowań, a 3 września w niedzielę podpalili drewniany kościół zbudowany w 1730 roku. Nie spaliła się cała wieś dzięki bezwietrznej pogodzie, która nie sprzyjała przenoszeniu się ognia. Również i dlatego, że wojsko dalej nie wzniecało podpaleń, ponieważ drogę przez wieś zaciemniał dym, który utrudniał przejazd3.

Jeden z mieszkańców Sokolnik -Stanisław Domański był przekonany, że Niemcy podpalili wieś w odwecie za rozbrojenie niemieckich żołnierzy w listopadzie 1918 r. Rozbrojonych żołnierzy potraktowano bardzo humanitarnie i odwieziono ich furmankami na stację kolejową w Podzamczu.

Dnia 3 września mieszkaniec Prusaka Władysław Kaletańczyk, który przybył pieszo do Sokolnik, aby zobaczyć zniszczenia wsi został wykorzystany przez Niemców do sprawdzenia czystości wody. Żołnierze niemieccy wozili go od zagrody do zagrody i kazali pić wodę ze studni, by się przekonać czy nie jest zatruta. Prawdopodobnie do Sokolnik wkroczyli podpalacze Bolesławca i Wieruszowa, czyli pułku SS Leibstandarte Adolf Hitler4.

Do odbudowy wysadzonego mostu na Strudze Węglewskiej Niemcy zabrali spośród wracających z niedalekiej ucieczki kilku mężczyzn z Sokolnik. Po skończonej naprawie z niewiadomych przyczyn zatrzymali ich. Przed nastaniem zmroku przejeżdżał tędy wysokiej rangi niemiecki oficer, który zainteresował się obok stojącymi ludźmi. Zapytał –co to za osoby? Dowiedziawszy się kim są rozkazał ich zwolnić. Nieżyjący już świadkowie mówili nawet o egzekucji tych mężczyzn.

Tego samego wieczoru wracało z ucieczki małżeństwo Marianna i Leon Juszczakowie z Sokolnik. Szli rowem obok siebie północną stroną, ponieważ cała szerokość drogi była zajęta przez jadące oddziały niemieckiego wojska. Nagle na wysokości posesji Władysława Wątroby padł śmiertelny strzał od maszerujących oddziałów Wehrmachtu i przeszył ciało Marianny, która podtrzymywana przez małżonka doszła do jednego z mieszkań i tam skonała. W następnym dniu mąż pochował ją na starym cmentarzu w Sokolnikach, ponieważ na nowy cmentarz nie można było dojść na skutek zatłoczonej drogi przez żołnierzy Wehrmachtu5.

W Tyblach Niemcy podpalili zabudowania dwóch gospodarstw od strony Ochędzyna i dwa budynki po obu stronach drogi od strony Sokolnik6.
Nie wiadomo w jakich okolicznościach zastrzelono w dniu 5 września 1939 r. w Kątach Walichnowskich przez żołnierzy Wehrmachtu Wincentego Siwika z Ochędzyna7.

Dnia 3 września 1939 r. około godziny 8.00 rano spadł na polu Jerzego Waligóry między skrzyżowaniem dróg nr 8 (Sokolniki-Walichnowy), w odległości ok. 420 m na północ i drogi nr 14 (Walichnowy-Lututów) w odległości ok. 240 m na zachód polski samolot wojskowy „Karaś" zestrzelony przez Niemców.

Wspomnianego dnia, zginęła załoga samolotu w składzie: kapral pilot Edward Kościelny, ppor. obserwator Ludwik Dembek i kapral strzelec pokładowy Henryk Dubisz. Załoga wyleciała ok. godz. 7.30 z lotniska Sokolniki k./ Ozorkowa pod Łodzią. Należała do 32 Eskadry Rozpoznawczej Lotnictwa Armii „Łódź". Lecąc z północy na południe równolegle do kolumny niemieckich wojsk ciągnących w stronę Lututowa, dziś wspomnianą drogą nr 14. Po trzecim natarciu została trafiona pociskiem nieprzyjaciela. Walkę tę obserwował nieżyjący już, mieszkający w pobliżu Stanisław Amroziński. Załoga swoim atakiem spowodowała bliżej nieokreślone straty wśród wojska niemieckiego i zakłóciła ich przemarsz8. Jak opowiadają jeszcze dziś mieszkańcy Walichnów, oficerowie niemieccy zbliżywszy się do palącej się maszyny, oddali honory poległym lotnikom, którzy aż do śmierci zachowali się po bohatersku9

Tożsamość poległej załogi nie była znana, aż do września 1987 r. Polskie archiwa wojskowe podawały inny stan załogi, bo jak się okazało jej skład został zmieniony tuż przed startem. Być może dlatego, ze pilot Edward Kościelny pochodził z wioski Mątewki k. Chotowa, gm. Mokrsko, niedaleko położonej od miejsca zdarzenia (ok. 13,5 km na pd-wsch) i znał te tereny. Poległa załoga została zidentyfikowana po 48 latach, dzięki poszukiwaniom Zygmunta Kościelnego z Warszawy, brata zestrzelonego pilota. Zenon Ciachla, nauczyciel Szkoły Podstawowej w Sokolnikach, interesujący się historią II wojny światowej, posiadał opracowanie pt. „Polskie eskadry w Wojnie Obronnej 1939" (Jerzy Pawlak, Warszawa 1939), w którym opisane były powyższe zdarzenia, poinformował o tym w 1985 r. Zofię Borek, ówczesną dyrektorkę Szkoły Podstawowej w Walichnowach, która opisała historię z pobliskich pól w telewizyjnym programie „Świadkowie". Program ten szczęśliwym zbiegiem okoliczności obejrzał Zygmunt Kościelny i przybył do Walichnów. Odszukał świadków zdarzenia (między innymi Czesława Dąbrownego) zamieszkującego obecnie w Oławie, który w roku 1939 jako chłopiec mieszkał niedaleko upadku samolotu. Wraz z obecnym właścicielem pola Jerzym Waligórą, pracownikiem Muzeum Armii „Poznań" J. Mojskim z Poznania, grupą 5 uczniów i ich nauczycielem T. Borkiem ze Szkoły Podstawowej w Walichnowach poszukiwali tego miejsca. Było to szczególnie trudne, z uwagi na upływ czasu. A jednak 16 września 1987 r. uczeń R. Prukop natrafił na szczątki szkieletu ludzkiego. Dalsze prace były prowadzone ze szczególną uwagą i ostrożnością. Natrafiono na szkielet pilota Edwarda Kościelnego i część szkieletu ppor. L. Dembka (czaszka, klatka piersiowa i kończyny górne). Znaleziono również guziki, monety, hełm, słuchawki, metalowy ołówek, metalowe części od spadochronu, skrawki mundurów, flakonik wody kolońskiej, kieszonkowe lusterko. Wydobyte przedmioty przekazano do Muzeum Armii „Poznań". Zygmunt Kościelny poświadczył, że flakonik wody kolońskiej i lusterko należały do jego brata Edwarda Kościelnego. Ustalono, że w mogile na cmentarzu w Walichnowach spoczywają zwłoki strzelca pokładowego kpr H. Dubina i pozostała część zwłok ppor. L. Dembka. Dlaczego tak się stało?

Otóż w listopadzie 1939 r. Niemcy zabrali szczątki „Karasia" do Oleśnicy, a sołtysowi polecili przeniesienie zagrzebanych wskutek silnego uderzenia samolotu w ziemię zwłok na cmentarz parafialny w Walichnowach. Jednak były to dwa miesiące od zdarzenia i ciała były w dużym rozkładzie. Dodatkowym utrudnieniem były padające deszcze i gliniasty grunt. Wydobyto tylko część zwłok, resztę pozostawiając w ziemi. Niestety nie zaznaczono miejsca upadku samolotu. W latach 60. XX wieku społeczeństwo Walichnów ufundowało załodze samolotu nagrobek z napisem: „Upaść może naród wielki, zginąć tylko nędzny. Pilotom za waleczność i męstwo, gromada Walichnowy".

Znalezione szczątki zwłok umieszczono w trzech małych trumienkach. W dniu 16 października 1987 r. odbyły się uroczystości pogrzebowe. Pierwsza część miała miejsce w kościele parafialnym w Walichnowach. Uczestniczyli w niej krewni poległych lotników, przedstawiciele władz, kompanie honorowe Wojska Polskiego z Poznania wraz z orkiestrą, delegacje młodzieży z okolicznych szkół, harcerze i bardzo licznie mieszkańcy Walichnów. Następnie przewieziono trumienki do Poznania na Cmentarz Lotników na Cytadeli, gdzie odbył się uroczysty pogrzeb z udziałem między innymi mieszkańców Walichnów.

Po licznych staraniach 3 maja 1990 r. Szkoła Podstawowa w Walichnowach otrzymała imię 32 Eskadry Rozpoznawczej Lotnictwa Armii „Łódź" i wręczono młodzieży sztandar. Na grobie lotników w Walichnowach położono śmigło samolotu.

W dniu 2 września 1939 r. między Starym i Nowym Ochędzynem zginęli żołnierze: Józef Dudaczyk lat 29 i Stanisław Piechociński lat 29 obaj z Wielunia oraz Stanisław Kin lat 29 mieszkaniec Kurowa. Należeli oni do Batalionu Obrony Narodowej Wieluń I, biorący udział w walce z Niemcami pod Nalepą (Krajanką). Wracali oni z pola bitwy kierując się na północ, aby połączyć się z macierzystym oddziałem.


 

1. Narcyz Klatka, Wieluński Wrzesień 1939. Starostwo Powiatowe w Wieluniu, Wieluń –Gdynia 2006.
2. Tamże.
3. Tamże.
4. Tamże.
5. Relacja Eleonory Białek.
6. Narcyz Klatka, Wieluński wrzesień....
7. Tadeusz Olejnik, Zbrodnie Wehrmachtu popełnione na ludności cywilnej powiatu wieluńskiego. Nad Górną Prosną. Opole- Wrocław 1971. Ur 1, s. 60.
8. Stanisław Amroziński. Relacja ustna.
9. Narcyz Klatka, Wieluński Wrzesień...., s. 202.